| Piątkowy poranek |
|
No tak. Było bardzo miło. Wieczór w jej towarzystwie był przecudny. Wie, wiem, powtarzam się. Przyjechałem, wykąpałem się i wlazłem do łóżka. Szczerze powiedziawszy to myślałem, że od razu zasnę. W końcu tyle emocji, to kiedyś musi zachcieć się spać. Tylko, że u mnie to jakoś nie poszło w tą stronę. Mnie się wcale spać nie chciało. Leżałem na plecach, brzuchu, bokach…jejku pomysły mi się skończyły, a minęła dopiero godzina odkąd się położyłem. Masakra. Ciekawe jak tam Weronika. Pewnie sobie chrapie w najlepsze. Chciałbym się tak położyć obok niej. Jakbym się przytulił, to zaraz bym spał. A tak to do rana zdążę oszaleć. Wsadziłem w uszy słuchawki, myślałem, że zasnę przy muzyce. Też nic nie pomogło. Jejka, jejka. Co ta baba ze mną zrobiła. Jak tak można na okrągło o jednym myśleć. Ja się tak zastanawiam, jak ja będę przy niej pracował. Taaa, zapowiada się wesoło. Chyba usnąłem na godzinę, a rano jak wstałem, to wyglądałem jak strach jakiś. Czerwone oczy, sińce pod oczami. Tragedia. Ja dziś będę spał na stojąco. |