| Piątkowy poranek |
|
Kiedy już trochę jej przeszło, powiedziałem jej po co przyjechałem. To znaczy nie powiedziałem, że chciałem ją zobaczyć, tylko, że to dziś ja zabieram ją do pracy. Jak to usłyszała, to wyrwała do łazienki i poprosiła o pół godzinki. Wiedziałem, że nie zdąży. Kobiety nigdy nie zdążają w pół godziny. Więc zanim ona tam tworzyła piękną siebie w łazience, to ja przespacerowałem się po jej mieszkanku. A tak jeszcze wracając do Werci, to ślicznie wyglądała w tej koszulce nocnej. Naprawdę słodko. A co do mieszkania, to już trochę gorzej. Nie pomalowane do końca, szafa nie poskręcana. Jak ta moja biedna Królewna może tak mieszkać. Jejka, jejka, pewnie po raz nie ma jej kto pomóc, a po dwa, nie ma na to czasu. Jak już sobie obejrzałem mieszkanie, to zasiadłem w kuchni w cierpliwości czekając co nastąpi. Po 25 minutach Weronika wyłoniła się z łazienki i zniknęła w swojej sypialni. Tam drzwi miała niestety zamknięte. Za każdym razem jak do niej przychodziłem zresztą. No szkoda, bo ona jest taka piękna, że nie powiem, nie powiem z chęcią bym na nią kontem oka zerknął. |