| Piątkowy poranek |
|
Stwierdziłem jednak, że takie przyjemności zostawię, jak Weronika będzie trzeźwa. Bo tak to by wyglądało, jakbym chciał ją wykorzystać. Zamieniliśmy ze sobą jeszcze parę słów i stwierdziłem, że zmykam do domu. Przecież dziewczyny miały zaplanowany wieczór, a ja się im wpakowałem. Ja też jestem nie poważny. Wpadam do niej kiedy chcę, nawet nie dzwoniąc wcześniej. A gdybym zastał innego faceta u Weroniki zamiast jej koleżanek. Też nie myślący jestem. Kiedy wychodziłem od Weroniki, zaczepiła mnie jej sąsiadka. Przepraszam, mógłbyś przytrzymać mojego pieska, bo chcę zamknąć drzwi- zagadnęła. A tak w ogóle to jestem Ola. Miło mi, odpowiedziałem, ale się nie przedstawiłem. Przepraszam, ale uciekam, powiedziałem, bo stwierdziłem, że znów może być coś nie tak. Oj mróz był dziś spory. Ciekawe jak Werka jutro odpali. Ale nie będę już robił cyrków. Nie przyjadę rano. Dotarłem do domu, szybki prysznic i łóżko. Stwierdziłem, że nie ma dziś opcji, żebym nie zasnął. Jutro zresztą sporo roboty się zapowiada, bo już z Marcinem stwierdziliśmy, że musimy zrobić zebranie, bo jest kilka spraw do obgadania. Także trzeba wypocząć. |