Piątkowy poranek

Po siłowni pojechałem do domu. Wziąłem prysznic, ubrałem się w jakieś dżinsy i koszulkę i wsiadłem w samochód w celu dotarcia do Weroniki. Tylko, że korki były nieziemskie. Chyba z godzinę czasu do niej jechałem. Wstąpiłem jeszcze do sklepu, po jakieś czekoladki chociaż. I chciał, nie chciał, natknąłem się na Karolinę. Sio, idź sobie, no. Żeby mnie nie poznała, żeby mnie nie poznała. Pewnie, pewnie, bo myślisz, że tak się uda. Cześć Tomeczku- grrrr, nie lubie jak się tak do mnie mówi. Tak może tylko Weronika. Ale Karolina drąży. Co słychować?

Widzę, że na zakupy przyjechałeś, to nie mieszkasz gdzieś daleko? A jedziesz może do domu? Skończ kobieto, sobie myślę, skończ bo nie wytrzymam. O jakie masz ładne czekoladki. Dla mnie pewnie na jutro kupiłeś, ale nie trzeba było. Chociaż ja wiedziałam, że wpadnę Ci w oko. Ale te czekoladki nie są dla Ciebie- stwierdziłem, że lepiej powiem jej od razu. Ale jak to? To nie chcesz się ze mną spotykać? Przecież dziś było tak miło jak Wera poszła. Dziwiłam się tylko, że mnie nie pocałowałeś. O ludzie, ta dziewczyna jest nie poważna. Ratunku!!!