| Piątkowy poranek |
|
Kiedy wreszcie uwolniłem się od tej wariatki, pojechałem do Weroniki. Drzwi na dole były otwarte, więc postanowiłem zadzwonić od razu dzwonkiem do drzwi. Byłem przygotowany na to, że drzwi otworzy Weronika, tylko nie bardzo wiedziałem w jakim nastroju. Nie mam co liczyć, że przyjmie mnie z otwartymi ramionami. Powie, wejdź Tomeczku na herbatkę. Tak się cieszę, że jesteś. Nie mogłam się doczekać, kiedy mnie znów odwiedzisz. Tere fere kuku. Pewnie, że tak nie powie. Ja pewnie nie chciałbym widzieć siebie przez jakiś tydzień najkrócej. Jakież było moje zdziwienie, gdy w drzwiach, zamiast Weroniki, ukazała się jakaś inna- niczego sobie zresztą- dziewczyna. Chyba wiedziała kim jestem, przynajmniej tak mi się wydawało. Zza drzwi drugiego pokoju, było słychać jeszcze inne dziewczyny. No masz, chyba wparowałem w nieodpowiednim momencie. Chociaż co do Weroniki, to ja ciągle jestem w nieodpowiednich momentach. Wszedłem, zamknąłem za sobą drzwi i spotkałem się z wyczekującym spojrzeniem jakiejś obcej mi dziewczyny. |