| Piątkowy poranek |
|
Po pięciu minutkach Weronika wyszła od siebie z pokoju. Już nie miała koszuli nocnej. Miała spodnie- szkoda, że nie jakąś mini fajną, i piękną bluzeczką, która podkreślała jej kształty. Mniam. Do tego założyła wysokie buciki i płaszczyk. Nie no, kobieta jest z niej przepiękna, nie ma co. Ciekawe czy ma urodę po mamusi. Kiedy tak przede mną stała, sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Serce zaczęło bić mi szybciej. Zapach jej perfum był niesamowity. Chyba w całości oddawał charakter Weroniki, chociaż tak naprawdę to ja jeszcze jej nie znałem. Miała piękne, brązowe oczy. Można było się w nich zgubić, takie były ciemne. A dziś te jej proste, brązowe włosy dopełniały całego jej wyglądu. Najchętniej bym ją pocałował, ale nie, nie wolno. To nie jest jakaś pierwsza lepsza panna, poznana na dyskotece. Teraz pewnie pomyślicie, że liżę się z każdą nowo poznaną panną. No nie, taka opcja nie wchodzi w ogóle w grę. A ona tak by pomyślała. To po niej widać. A poza tym wolę z nią nie zadzierać, bo wiem, do czego ona jest zdolna. Jaka potrafi chodzić wściekła. |