| Piątkowy poranek |
|
Tam możecie porozmawiać. Dziewczyna która napadła na mnie w drzwiach wskazała drzwi od pokoju Weroniki. Od tego, którego jeszcze nie widziałem. Więc weszliśmy tam, zamknęliśmy drzwi, a ja po prostu nie wiedziałem co powiedzieć. Ten pokój całkiem różnił się od reszty, niewykończonego mieszkania. Był pomalowany na kolor bordowy. Do tego ładne, brązowe meble. I taka malutka, nastrojowa lampka, która się świeciła. Nie powiem, ma ta dziewczyna zmysł do takich rzeczy. Jejku, jak ja się stęskniłem za tymi oczkami. A przecież nie widziałem jej tylko kilka godzin. Dobrze, że tam świeciła się tylko ta jedna lampka. Bo byłoby widać, jak robię się czerwony. Było mi wstyd. Jak ja mogłem się tak zachować? Przeprosiłem ją, za to co było. Ona chyba już się na mnie nie gniewała. Tylko się uśmiechała. Troszkę była już wstawiona, ale wiedziała co do niej mówię. Przytuliłem ją czule, po raz pierwszy. I szczerze powiedziawszy miałem ogromną ochotę ją pocałować. Jak patrzyłem na te malinowe usteczka, to szalałem. |