| Piątkowy poranek |
|
A może ja się pospieszyłem z tym wyznaniem do Weroniki. Przecież w banku jest tyle fajnych dziewczyn. A Werka wyszła, powiedziała cześć chyba i wyszła. A ja zostałem z Karolą. Chwilę pogadaliśmy. Nawet sympatyczna dziewczyna. Jak tak siedzieliśmy i gadaliśmy, to wpadł Marcin. Pytający wzrok na mnie, gdzie Wera?- zapytał w końcu. O kurcze, o ja nie mogę, zapomniałem że mam ją odwieźć. Dopiero Marcin mnie oświecił. Jak ja tak mogłem. Zobaczyłem dziewczynę i zapomniałem o tej, która tak bardzo mnie oczarowała. Wybiegłem za nią na podwórko, ale akurat wsiadła do autobusu. Widziałem jak odjeżdża. Jak ja mogłem. Jest mi wstyd. I to okropnie. Poszedłem do Marcina. Umówiliśmy się po pracy do siłowni. Stwierdziliśmy, że nam się przyda. Bo będziemy wyglądać nie za ciekawie. A jak już się kaloryferem zrobił na brzuchu, to może warto go utrzymać. Dla Weroniki chociażby. Jak będzie mnie chciała jeszcze widzieć. Bo ja nie wiem, czy jakbym musiał przez kogoś wracać autobusem, to miałbym ochotę go oglądać. Tym bardziej, że auto jest koło domu. |