Piątkowy poranek

Do Weroniki przyszła jakaś Karolina. Powiem szczerze, że niezła laseczka z tej Karoliny. Prawie cały czas się do mnie uśmiechała. I to tak bardzo zachęcająco. Weroniczka za to strasznie zatopiła się w pracy. Ona jednak musi lubić to co robi. Tak, jak nie było konkretnego zajęcia, to spojrzała, uśmiechnęła się, zagadała. A teraz liczył się tylko komputer i to co jest do zrobienia. Chyba nie bardzo coś jej wychodziło, bo się denerwowała. A Karolina dodatkowo nic jej nie pomagała, tylko zerkała w moją stronę.

Więc na jakiś czas postanowiłem się zmyć do Marcina. Może wtedy Weronika będzie miała pożytek z Karoliny. A najlepsze jest to, że to Karolinie coś się nie zgadzało, ale jakoś kompletnie jej to nie obchodziło. Ja już widziałam, że w mojej Księżniczce zaczęło się gotować. Ale tym razem nie wybuchła. Wróciłem do biura przed 16.00, bo tak mieliśmy się zebrać z Werką. Obiecałem, że odstawię ją do domu, jak nie pozwoliłem wziąć jej autka. Ale Karolina tym wzrokiem tak bardzo przyciągała. Wiem, że Mała coś do niej mówiła, ale do mnie nie docierało co. Do niej chyba też nie.